Przygoda z Irlandią

Moja przygoda z wyspą zaczęła się 1 lipca 2004 i trwa do dziś. Mój plan był prosty: znaleźć jakąkolwiek pracę żeby się utrzymać i nie mieć powodu do powrotu. Nawet nie kupiłem biletu powrotnego żeby mnie nie kusiło do poddania się. W czerwcu skończyłem Politechnikę Wrocławską, ale została mi jeszcze obrona pracy, więc na pewno musiałem kiedyś wrócić żeby się obronić. Dlaczego wybrałem właśnie Irlandię pisałem w tekście Witaj Irlandio!

Pomógł kolega

Miałem kolegę w Dublinie, który przyjechał tu już rok wcześniej i liczyłem na jego pomoc. Kompletnie nic nie wiedziałem o Irlandii. Irlandia – to ta zielona kraina na zachód od Anglii? To była cała moja wiedza . Mój angielski był na poziomie podstawowym. A więc za pożyczone pieniądze, spakowałem się, kupiłem bilet i ruszyłem do „Ziemi Obiecanej”. Kolega zarezerwował mi łóżko w hostelu. Sam mieszkał na południu Dublina, więc i ja tu się osiedliłem. W tym czasie Polaków było niespełna 10 tys.Nie było dużej konkurencji na rynku pracy i język polski nie był tak słyszalny jak obecnie.

Po przyjeździe

Przyjechałem wieczorem, miałem instrukcje jak dostać się na południe i gdzie mam się spotkać z kolegą. Dotarliśmy do hostelu i marzyłem tylko o spaniu. Szybko rozpoznałem nowe lokum i nie wydawało mi się takie złe. Na drugi dzień kupiłem kartę do tel. komórkowego, bo irlandzki nr telefonu to podstawa przy szukaniu pracy. Z racji tego, że musiałem się jakoś poruszać kupiłem używany rower za €80 co było dobrym krokiem. Teraz wiem, że przepłaciłem, ale wtedy liczył się tylko środek lokomocji. Szybko przestawiłem się na ruch lewostronny, kupiłem mapę Dublina, kolega pokazał mi najbliższe okolice gdzie mogę coś znaleźć i w drogę. Pierwsze kilka dni jeździłem z nim. Tłumaczył mi jak rozmawiać z Irlandczykami i o co pytać. Już dwa dni później plewiliśmy ogródek sympatycznej starszej pani. Uwinęliśmy się w kilka godzin i zarobiliśmy po €25 na głowę. W następnych dniach jeździłem już sam, bo kolega miał swoją robotę.

Szukając pracy

Pytając się i zostawiając numer swojej komórki w kolejnych miejscach trafiłem na budowę. Właściciel przeprowadzał gruntowny remont swojego domu i powiedział, że się odezwie. Irlandczycy z reguły tak mówią, bo to mili i sympatyczni ludzie ale nie traktuj ich słów zbyt poważnie. Czasami zapisują numer na torbie po właśnie konsumowanych pączkach. Wiadomo co z tą torbą później robią. Oczywiście wrzucają prosto do kosza zaraz jak zamkną za Tobą drzwi. Ja skupiłem się na szukaniu pracy bezpośrednio po prywatnych domach. Nie wysyłałem swojego CV do firm i agencji. Nie byłem jeszcze na to gotowy. Dla mnie liczył się czas i jakiekolwiek pieniądze. Teraz ten plan nie będzie działał. Zbyt dużo osób tak robiło przez co Irlandczycy zrazili się do tej metody.

Mieszkanie na darmo

Szukając dalej pracy natrafiłem na bardzo wielki i stary dom.Właściciel oświadczył, że ma dla mnie pracę. Hurra! Muszę pomalować mu okna na wysokości. Z wysokością nie mam problemu więc podjąłem wyzwanie. Już na drugi dzień od rana malowałem okna. Praca szła sprawnie, pogoda dopisywała, a z wysokości miałem piękny widok na morze i jak się potem okazało w niedalekim sąsiedztwie mieszkał sam Bono, Enya i jeszcze kilka pełnowymiarowych gwiazd. Praca przy malowaniu zajęła mi 2 dni. W ciągu drugiego dnia pracy zadzwonił właściciel budowy i powiedział, że ma dla mnie pracę. To była wiadomość! Gdy skończyłem malować, właściciel domu przy wypłacie zaproponował mi układ. Powiedział, że mogę u niego mieszkać. Z free. W zamian za to miałem pracować dla niego jeden dzień w tygodniu.

Witaj przygodo!

I w ten sposób zaczęła się prawdziwa przygoda z Irlandią. Pracowałem na budowie od poniedziałku do piątku. W sobotę pracowałem u właściciela domu, w którym mieszkałem. Kosiłem mu trawę, malowałem okna, drzwi, pokoje i wykonywałem różne prace porządkowe. W zamian otrzymałem posiłki razem z jego rodziną przy wspólnym stole, osobny pokój, dostęp do pralki, komputera i internetu. Jak na pierwszy pobyt na wyspie nie mogłem sobie wymarzyć lepszej sytuacji. Mieszkałem u nich ponad pół roku. Aktualnie wynajmuję mieszkanie w bardzo cichej dzielnicy za przyzwoite pieniądze, sprowadziłem dziewczynę, zmieniłem kilkakrotnie pracę. W międzyczasie udało mi się nawet obronić dyplom w Polsce. Powoli wszystko się układa. Poznaję ludzi, Irlandię, zwiedzam i planuję. Wyjazd na Wyspę całkowicie zmienił moje życie i gdy mówiąc szczerze: warto było je zmienić.

Tagi:

Komentarze

  1. szeherezada pisze:

    Ale brednie piszesz koleś!!

  2. PS pisze:

    Co dokładnie według Ciebie jest brednią?

  3. szeherezada pisze:

    Wiesz, chwalisz się tym wszystkim. Ja to tak odbieram.

  4. PS pisze:

    Taka jest właśnie rola bloga. A czego byś się spodziewał na tym blogu?

  5. szeherezada pisze:

    Wiem jaka jest rola bloga. Ale piszesz w taki sposób wychwalający. Że Ty i to co robisz to jest najlepsze. Pisz sobie jak chcesz, takie jest tylko moje zdanie. Po to sąchyba komentarze, prawda?

  6. PS pisze:

    Piszę to, co uważam za słuszne. Nie wszystkim to musi się podobać i słusznie. To by było zbyt nudne gdyby wszystkim się podobało. I właśnie po to są komentarze, żeby wyrazić opinię na dany temat. Gdybym nie chciał komentarzy, to by ich tu nie było. Jednak wolałbym bardziej rzeczowo i konstruktywnie. Ale te komentarze też mnie cieszą. Zapraszam wszystkich do komentowania!