Archiwum dla life

To już rok blogowania i co?

Pierwsze urodziny bloga Made In IrelandDokładnie dziś 29 kwietnia mija rok od kiedy opublikowałem pierwszy wpis na tym blogu. To był mój pierwszy wpis w karierze. Nigdy wcześniej nie prowadziłem bloga. Made In Ireland jest moim pierwszym i jak na razie jedynym blogiem.

A najlepsze jest to, że chyba nawet ktoś go czyta. Na pewno ktoś go odwiedza. A to już jest coś. Ale zupełnie nikt go nie komentuje. Czy moje słowa są aż tak słabe i beznadziejne, że nawet nie warto ich komentować?

To moja największa klęska blogowa. Śladowa ilość komentarzy. Jak to zmienić? Ktoś wie?

Przeczytaj cały wpis »

Ten szczególny dzień

Para Młoda - Urszula i PrzemysławMa być jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, wyjątkowy i niezapomniany.
Ma być ciepły, wesoły i słoneczny ale dostojny i z klasą. Dzień mojego ślubu!

Tak właśnie wyobrażam sobie ten dzień. Wraz z Ulą przygotowujemy się do niego już od ponad roku. Termin jest już znany od dawna. To 7 czerwca 2008.

Przeczytaj cały wpis »

Przygoda z Irlandią

Moja przygoda z wyspą zaczęła się 1 lipca 2004 i trwa do dziś. Mój plan był prosty: znaleźć jakąkolwiek pracę żeby się utrzymać i nie mieć powodu do powrotu. Nawet nie kupiłem biletu powrotnego żeby mnie nie kusiło do poddania się. W czerwcu skończyłem Politechnikę Wrocławską, ale została mi jeszcze obrona pracy, więc na pewno musiałem kiedyś wrócić żeby się obronić. Dlaczego wybrałem właśnie Irlandię pisałem w tekście Witaj Irlandio!

Przeczytaj cały wpis »

Moje trzy lata w Irlandii

Tydzień temu, czyli 1 lipca minęły 3 lata od kiedy osiedliłem się na szmaragdowej wyspie. Czy było warto? Czas najwyższy na podsumowanie.

Od kiedy przyjechałem, to:

Przeczytaj cały wpis »

Witaj Irlandio!

Moja przygoda z Irlandią zaczęła się w… Anglii! Tak, jeszcze jako student politechniki zapragnąłem dorobić parę groszy na wakacje. Plan był prosty. Jadę do Anglii i tyle. Jednak okazał się zbyt prosty…

Zdałem się na wiedzę mojego kolegi, który przecież tam był i pracował i wie co, i jak, i w ogóle… No cóż, tak fajnie opowiadał, że zaufałem. On kupił bilety w jedną stronę (i to był błąd), i on zorganizował nocleg (błąd drugi).

Był to rok 2003, więc nie było tak prosto „przedostać się” do Anglii. Kontrola, szczegółowa kontrola na granicy, rozmowa z celnikiem, itd. Lot mieliśmy z Berlina. Ta część podróży przebiegła bez zakłóceń. Kłopoty zaczęły się po wylądowaniu na London Stansted.

Przeczytaj cały wpis »